Strona:PL Karol May - Winnetou 01.djvu/021

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   15   —

— Wierzę. Taki ma dopiero powstać. Będzie to system Henry’ego.
— Aha, nowy wynalazek?
— Yes.
— W takim razie proszę wybaczyć, że zapytałem! To oczywiście tajemnica.
Zaglądał do wszystkich dziurek przez dłuższy czas, obracał to żelazo w różnych kierunkach, przykładał je kilka razy do tylnego wylotu lufy, nakoniec odezwał się:
— Tak, to tajemnica; wiem jednak, że milczeć umiecie, chociaż z was skończony i prawdziwy greenhorn; dlatego powiem wam, co z tego będzie: sztuciec repetierowy na dwadzieścia pięć strzałów.
— Niemożliwe!
— Zamknijcie dziób! Nie jestem taki głupi, żebym się porywał do niemożliwych rzeczy!
— W takim razie musielibyście mieć komory na amunicyę dla dwudziestu pięciu strzałów!
— To też je mam!
— Ale niewątpliwie duże, niezgrabne i ciężkie.
— Będzie tylko jedna komora, bardzo wygodna. To żelazo jest komorą.
— Wcale się nie rozumiem na waszem rzemiośle, ale obawiam się, czy się lufa zanadto nie rozgrzeje?
— Ani sie jej śni. Materyał i sposób obchodzenia się z lufą jest moją tajemnicą. Zresztą, czy potrzeba naraz wystrzelić dwadzieścia pięć nabojów jeden za drugim?
— Chyba nie.
— A zatem! To żelazo będzie walcem obracającym się, dwadzieścia pięć otworów zawierać będą tyleż nabojów. Przy każdym strzale posunie walec następny nabój ku lufie. Długie lata nosiłem się z tym pomysłem, długo się to nie udawało; teraz jest nadzieja, że się to jakoś sklei. Już obecnie jako gunsmith mam dobre imię, ale potem stanę się sławnym, bardzo sławnym i zarobię bardzo dużo pieniędzy.
— A w dodatku obciąży pan sumienie!