Strona:PL Karol May - Winnetou 01.djvu/020

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   14   —

— Arytmetyką, geometryą?
— Oczywiście.
— I miernictwem?
— Nawet z wielkiem upodobaniem. Uganiałem często bez potrzeby z teodolitem po polach.
— Potraficie robić pomiary naprawdę?
— Tak, brałem udział w pomiarach poziomych i wysokości, chociaż wcale nie uważam się za skończonego geodetę.
— Well, dobrze, bardzo dobrze!
— Czemu o to pytacie, mr. Henry?
— Mam do tego powód. Zrozumiano? Jaki, to się jeszcze kiedyś pokaże. Muszę najpierw wiedzieć, hm, tak muszę najpiew wiedzieć, czy umiecie strzelać.
— Wystawcie mnie na próbę!
— Zrobię to; tak zrobię, bądźcie tego pewni. Kiedy jutro rozpoczynacie naukę?
— O ósmej rano.
— To wstąpcie do mnie o szóstej. Pójdziemy na strzelnicę, gdzie zaprawiam moje strzelby do strzelania,
— Czemu tak wcześnie?
— Bo nie chce mi się dłużej czekać. Zawziąłem się, żeby was przekonać, jaki z was greenhorn. Na teraz dość już; mam coś o wiele ważniejszego do roboty.
Uporał się widocznie z lufą, wyjął z szafy wieloboczny kawałek żelaza i zaczął opiłowywać jego rogi. Zauważyłem na powierzchni każdego rogu otwór.
Henry pracował nad tem z taką uwagą, że zapomniał prawie zupełnie o mej obecności. Oczy mu się iskrzyły, gdy od czasu do czasu przypatrywał się swojemu dziełu; bił z jego oczu, rzekłbym, wyraz miłości. Ten kawałek żelaza miał widocznie wielką wartość dla niego. Ponieważ mię to zaciekawiło, dlatego zapytałem:
— Czy to będzie część strzelby?
— Tak — odrzekł, jak gdyby sobie przypomniał, że jeszcze jestem.
— Ja nie znam systemu broni z tego rodzaju częścią składową.