Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/184

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wtedy, gdy otrzymamy wodę.
— Weźcie ją z jeziora!
— O to cię chciałem prosić.
— Będziesz jej miał tyle, ile zapragniesz.
— Czy mogę poprowadzić rury?
— Tak.
— Czy sprzedasz mi prawo do tego? Zapłacę za nie.
— Jeśli kupno jest konieczne, to nie mam nic przeciw temu. Ty oznaczysz cenę, lecz ja ci ją zwrócę. Wyświadczyliście mi wielką przysługę; bez was byłbym wpadł w ręce Utahów; wzamian za to pomogę wam wyzyskać skarby kotliny. —
— To mi się podoba, — szepnął Hobble-Frank do swego kuzyna. — Woda już jest; jeśli i złoto popłynie nam tak chętnie, to będziemy mogli wkrótce udawać Krassusów.
— Masz na myśli pewnie Krezusów?
— Nie chwytaj mię za słowa, jak gruby Jemmy! Jeśli chcesz pozostać moim przyjacielem i kuzynem, to... Słuchaj!
Od strony wejścia dało się słyszać gwizdnięcie. Był to znak umówiony z rafterami, to też biali zerwali się i pośpieszyli ku wejściu do doliny. Od strony wąwozu usłyszano szmer kopyt końskich. Szybko przedsięwzięto zaradcze kroki. Biali ukryli się za drzewami i z naprężeniem oczekiwali, co też nastąpi. Jednakże minął dłuższy czas, a nie usłyszano, ani nie ujrzano nic podejrzanego. To było właśnie zastanawiające; Winnetou poczołgał się, aby ostrożnie zbadać przestrzeń, leżącą przed nimi. Po niespełna kwadransie powrócił.
— Wojownicy Utahów podzielili się; — rzekł — po-