Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/183

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


spełnię z radością.
— Czy to mówisz poważnie? — zapytał szybko Old Firehand. — Więc ja wypowiem prośbę zamiast towarzysza.
— Jeśli będzie w mojej mocy, chętnie ją spełnię!
— Do kogo należy ziemia, na której się znajdujemy?
— Do mnie.
— Czy możesz wykazać swe prawa do niej?
— Tak. U czerwonych mężów ma znaczenie słowo; biali jednak żądają papieru z czarnemi znakami. Kazałem taki papier wygotować i postarałem się o podpisy białych wodzów; jest na nim także pieczęć. W tym właśnie celu byłem w mieście Białego Ojca. Cała ziemia dokoła jeziora jest moją własnością. Mogę z nią czynić, co mi się podoba.
— A do kogo należy kocioł skalny?
— Do Timbabaczów. Biali wodzowie wymierzyli i wyrysowali całą okolicę, a potem Biały Ojciec w Waszyngtonie podpisał, że jest ona własnością Timbabaczów.
— I mogą ją sprzedać, wydzierżawić lub darować zupełnie według swej woli?
— Tak.
— Więc powiem ci, że chcę od nich kupić tę kotlinę.
— Nie mogę im zabronić sprzedać jej, ani tobie kupić.
— Nie o to idzie, tylko czy będzie ci miło, jeśli będziesz miał nas za sąsiadów.
Twarz Niedźwiedzia przybrała chytry wyraz:
— Dlaczego chcecie mieszkać właśnie w takiem miejscu, gdzie niema wody i gdzie nie rośnie ani źdźbło trawy? Biały wszak kupuje tylko taką ziemię, która mu przynosi wielką korzyść! Idzie wam o skałę co?
— To prawda. Lecz ta będzie mieć wartość dopiero