Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/182

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


to tak niesamowicie, że Ellen ogarnął lęk; prosiła ojca, aby opuścili wyspę i przeprawili się na brzeg. Butler przewiózł ją na drugą stronę. Kiedy nadeszła noc, rozpalił ognisko, ale był na tyle przezorny, że nie usadowił się przy niem, lecz cofnął z Ellen w cień; stąd mogli objąć wzrokiem oświetlony plac, sami nie będąc widziani. Ellen ucieszyła się wielce, gdy teraz nadeszli westmani z Timbabaczami.
Biali rozłożyli się dokoła ogniska, a Timbabaczowie rozpalili dla siebie drugie; rozmawiali o zniknięciu wodza.
Od czasu przybycia nad jezioro, Watson, dawny nadzorca, nie miał jeszcze sposobności do rozmowy z Wielkim Niedźwiedziem. Teraz jednak odezwał się do czerwonoskórego.
— Mój czerwony brat nie mówił jeszcze ze mną. Jestem jedną z owych bladych twarzy, które tu w górach spędziły całą zimę. Wówczas żył jeszczę Ikhaczi-tatli, twój dziadek; pielęgnowaliśmy go aż do jego śmierci.
— Dziękuję ci za to, — odrzekł Wielki Niedźwiedź.
— Tak, pielęgnowaliśmy go, a on nam dał za to podarunek. Powierzył nam mianowicie tajemnicę skarbu Srebrnego Jeziora.
— Wielki Ojciec postąpił bardzo źle, mówiąc o tej tajemnicy. Był stary i słaby, a wdzięczność sprawiła, że zapomniał o przysiędze wiecznego milczenia. O tej tajemnicy, przechodzącej z ojca na syna, nie powinien był mówić.
— Więc sądzisz, że i ja nie mam mówić o tem?
— Nie mogę ci tego zabronić, ale musisz wyrzec się korzystania z tego; wszelkie inne twoje życzenia