Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/181

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nego odwrotu; musiał zajść jakiś zupełnie inny powód który jednak stoi w związku z wodzem.
— Jakaż to może być przyczyna?
— Hm! Niedowierzam Długiemu Uchu!
— Nie wiem, dlaczego nie mamy mu ufać. Nigdy nie okazał się wobec mnie wrogiem.
— Możliwe; a jednak nie jest to człowiek, na którego zdać się można. Czy zna dokładnie tutejszą okolicę?
— Tak.
— A drogę prowadzącą przez kocioł skalny do jeziora?
— Również; był tam ze mną.
— Więc mam już dosyć. Musimy natychmiast ruszyć nad jezioro.
— Dlaczego?
— Bo prawdopodobnie zdradził tę drogę Utahom. Mogę się mylić, lub nie; wiem jednak, że Utahowie odeszli przed godziną i w ciągu dwóch godzin mogą się zjawić nad jeziorem.
— Twarz Długiego Ucha nie jest dobrą, — dodał Winnetou. — Niech moi bracia wracają prędko nad jezioro, inaczej Utahowie będą tam wcześniej od nas i zabiorą do niewoli Butlera i jego córkę. —
Dosiedli koni i ruszyli kenjonem tak szybko, jak na to pozwalały ciemności. Upłynęła z pewnością godzina, zanim dotarto do doliny. Wejście jej obsadzono białymi, gdyż nie można było darzyć zaufaniem Timbabaczów, kiedy brakło ich wodza.
Butlera nie było już na wyspie. Siedział z córką w budynku; pod nimi leżeli jeńcy, rozmawiając ze sobą. Głosy ich dochodziły przytłumione na górę, a brzmiało