Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/174

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mi czasy i został ujarzmiony.
— Jak można je wydobyć, skoro są w jeziorze?
— Można! Tam, gdzie teraz jest jezioro, leżała dawniej sucha dolina. Ów naród zbudował wieżę, której szczyt tworzy obecnie wyspę. Od tej wieży prowadził przez dolinę silny tunel, kończący się tam, gdzie teraz zaczyna się kenjon. Potem wzniesiono mocną i szeroką groblę, aby woda nie mogła odpływać na północ; dolina zapełniła się wodą i zamieniła w jezioro, tworząc ze szczytu wieży wyspę. Wylot tunelu zakryto kamieniami.
— I to wszystko prawda?
— Najzupełniejsza. Przekonałem się o tem, bo odwaliłem pokryjomu kamienie i znalazłem ów chodnik. Tam, gdzie on się zaczyna, leżą pochodnie, które są potrzebne do oświetlenia tunelu. Ten prowadzi po dnie jeziora ku wieży, w której na dolnem piętrze leżą skarby. Chodnik służy również do spuszczania wody do kenjonu celem zniszczenia wrogów, którzyby się tam znaleźli. Otwiera się tunel w jednem miejscu, a woda wylewa się do kenjonu i wszystko, co w nim jest, musi utonąć.
— Uff! Gdybyśmy tak mogli potopić blade twarze!
— Nie! Moi Timbabaczowie potonęliby także!
— To prawda! Ale jeśli rzeczywiście wszystko tak jest, jak mówisz, to biali są zgubieni. Pokaże się, czy jesteś uczciwym. Czy poprowadzisz nas teraz do jeziora?
— Tak; jestem gotów. Lecz jaką część łupu otrzymam?
— To postanowię, skoro się przekonam, że powiedziałeś prawdę. Teraz rozwiążę cię i każę dać konia.