Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/172

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Jestem Huczący Grzmot. Jeśli Długie Ucho będzie mądry, nie stanie mu się nic złego. Niechaj da mi znać skinieniem głowy, że słyszał moje słowa, inaczej dostanie nożem!
Dał szybko żądany znak.
— Niech Długie Ucho da znak, czy będzie mówił pocichu, jeśli mu wyjmę knebel? — pytał tamten.
Skinął znowu; Grzmot wyjął mu knebel.
— Jeśli powiesz jedno słowo głośno, — ostrzegał — umrzesz; — jeśli zaś połączysz się ze mną, to otrzymasz część naszego łupu. Odpowiadaj!
Łup! Na dźwięk tego słowa przyszła Timbabaczowi wielka myśl. Podsłuchał był rozmowę Wielkiego i Małego Niedźwiedzia i dotąd jeszcze brzmiało mu w uszach każde słowo. Łup! Tak! tamby był łup, łup, jakiego jeszcze nigdy nie dzielono po walce! W jednej chwili oddał się sprawie Utahów ciałem i duszą.
— Nienawidzę i gardzę tymi białymi — rzekł. — Jeśli mi pomożesz, to zniszczymy ich i obu Niedźwiedzi. Blade twarze mnie obraziły. Muszę wytoczyć ich krew!
— Uff! Będziesz mógł się zemścić! — Niech mój brat powie, czy to prawda, że blade twarze mają w swych rękach naszych wodzów?
— To prawda. Widziałem ich.
— Te psy są chyba w przymierzu z djabłem! Gdzie wodzowie Utahów?
— W domu na wyspie wśród jeziora.
— Kto ich strzeże?
— Jedna tylko blada twarz i jego córka.
— Jeden jedyny człowiek i dziewczyna pilnują tylu dzielnych i sławnych wojowników? Kłamiesz!