Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mował, a on nie mógł okazać swego gniewu; potem Old Shatterhand obraził go ciężko wobec jego ludzi, nie pozwalając mu skalpować zabitych wrogów; teraz zaś Old Firehand. Wódz był tchórzem; nie miał dostatecznej odwagi otwarcie wystąpić przeciw nim, ale gniew który tłumił, zapadł mu tem mocnej w serce. —
Wkrótce poczęło się zmierzchać i nastała noc. Wprawdzie nie było obawy, by Utahowie odważyli się na napad, ale mimo to należało przedsięwziąć środki ostrożności. Długie Ucho zgłosił dobrowolnie, że obejmie straże ze swymi ludźmi. —
Linję, idącą wpoprzek kenjonu, tworzyło wraz z wodzem Timbabaczów pięciu ludzi, a Długie Ucho znajdował się na skraju prawego skrzydła. Gniew wrzał w nim ustawicznie; pragnął pokazać białym, że jest tuzem, bez którego nie mogą się obejść. A gdyby tak teraz Utahowie knuli coś, a jemu udało się wyszpiegować? Ta myśl nie dawała mu spokoju; począł czołgać się przed siebie coraz to dalej. Ale nie szło łatwo. Kamienie nie leżały mocno i poruszały się często pod ciężarem jego długich członków. Dlatego musiał całą uwagę zwrócić raczej pod, niż przed siebie. Znowu potoczył się jakiś kamień, — a obok wychyliło się nagle coś ciemnego; dwie silne ręce chwyciły go jak obcęgi za gardło, dwie inne przycisnęły mu ramiona do ciała; stracił przytomność.
Kiedy przyszedł do siebie, leżał pomiędzy dwoma ludźmi, którzy przyłożyli mu ostrza nożów do obnażonej piersi; członki miał skrępowane, w ustach knebel. Przerażony wykonał ruch, który zauważył trzeci człowiek, siedzący u jego głowy. Ten odezwał się cicho: