Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/170

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mię. Wtem wstał Old Firehand, przeciągnął swą gigantyczną postać i odezwał się:
— Pshaw! Poco słów, kiedy mamy broń! Niech Huczący Grzmot powie nam szybko, czy chce wojny, czy pokoju. Damy mu, co wybierze: życie lub śmierć!
— Tak prędko nie możemy rozstrzygnąć.
— Dlaczego nie? Czy jesteście mężami, czy skwawami?
— Nie jesteśmy kobietami, lecz wojownikami. — obruszył się. — Mężowi nie przystoi gorąca krew. Odejdziemy i zastanowimy się, co należy czynić. — Kto zechce mówić, wy, czy my, niech da strzał i potem głośno zawoła. Powiedziałem. Howgh! — powstał, skinął lekko głową i oddalił się, a pozostali poszli za jego przykładem.
— Teraz tyle wiemy, co poprzednio! — gniewał się Old Firehand.
— Mój brat mówił zbyt porywczo, — odpowiedział łagodnie i spokojnie Winnetou. — Powinien był pozwolić mówić dalej Old Shatterhandowi. Huczący Grzmot był zamyślony i już poczynał przychodzić do rozsądku.
Widać było, że Old Firehand przyznawał słuszność tym wyrzutom, bo nic nie odpowiedział. Kiedy powrócili do reszty towarzyszy, Długie Ucho przyjął ich zapytaniem:
— Utahów było czterech, a was poszło tylko trzech?
— Wystarczało nas! — odpowiedział niechętnie Old Firehand.
— Ale są tu i inni mężowie! Ja jestem również wodzem i i należę do rady tak samo, jak wy!
— Dosyć było niepotrzebnej gadaniny i bez czwartego.
Długie Ucho umilkł, ale gdyby nie miał twarzy zamazanej farbami, możnaby było poznać, jak go to dotknęło. Wogóle nie dopisywał mu humor: Droll go zbla-