Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/162

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


być niezwyciężonym, niemym strażnikiem skarbu.
— Milcz, milcz! — zawołał wielki Niedźwiedź przerażony. — Nie mówmy o skarbie, lecz tylko o tamie. Tak, mogę ją otworzyć i mogę zatopić tysiąc, a nawet więcej Utahów, jeśli się znajdą w kenjonie. Czy mam to uczynić, gdy przyjdą?
— Na miłość boską, nie! Przecież istnieją inne sposoby pokonania ich.
— Jakie? Czy może broń?
— Tak, a potem mamy wszak zakładników. Są to najznakomitsi wodzowie Utahów i Indjanie, aby ich ratować, zgodzą się na każdy warunek.
— Musimy ich umieścić w bezpiecznem miejscu.
— Czy masz odpowiednie?
— Tak; niech najpierw się najedzą i napiją.
Nakarmiwszy jeńców, przewieziono ich na wyspę.
Old Firehand, Shatterhand i Winnetou udali się tam również, bo zaciekawiało ich wnętrze budowli.
Górna jej część składała się tylko z parteru, przedzielonego murem na dwie części. W jednej było palenisko, druga zaś stanowiła izbę mieszkalną. Była nadzwyczaj ubogo urządzona: mata do zawieszania i prymitywne łoże, to wszystko.
— Tu mają jeńcy pozostać? — spytał Old Firehand.
— Nie, bo nie bylibyśmy ich dość pewni. Znajdzie się tu jeszcze znacznie lepsze miejsce.
Odsunął łoże na bok; składało się z rusztowania i rozciągniętych na niem mat z sitowia i koców. Pod łóżkiem odsłonił się czworokątny otwór, w którym pień drzewa, użyty jako drabina, prowadził wdół. Wódz i Old Shatterhand zeszli do lochu, a reszta miała spu-