Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/159

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Gdyby teraz nadeszła spodziewana pomoc, to spokojnie możnaby było oczekiwać wyniku dalszej walki. —
A pomoc była już w drodze. Old Firehand opowiedział krótko Wielkiemu Niedźwiedziowi, co zaszło. Wódz zaniepokojony odrzekł:
— Ostrzegałem Nawajów i radziłem im zaczekać, aż zbiorą się wszyscy wojownicy, lecz byli przekonani, że Utahowie także się jeszcze nie połączyli, i chcieli znieść każdy oddział zosobna. To też spotkał ich los, który gotowali swym wrogom. Nawet gdyby im się udało umknąć w góry, to liczba ścigających będzie się ciągle zwiększać i łatwo może się zdarzyć, że tu nad jeziorem stanie do tysiąca Utahów.
— A co wtedy będzie z tobą? Czy Utahowie będą cię uważać za nieprzyjaciela?
— Tak.
— To grozi ci największe niebezpieczeństwo!
— Nie.
— Czy dlatego, że masz tu Timbabaczów i oczekujesz jeszcze innych Nawajów?
— Nie; polegam jedynie na samym sobie.
— Nie rozumiem cię.
— Nie obawiam się nawet tysiąca Utahów. Podniosę tylko rękę, a będą zgubieni; w ciągu jednej krótkiej chwili będą wszyscy zabici.
— Hm! Wszyscy?
— Czy nie wierzysz? Tak, ty tego nie możesz pojąć. Wy, blade twarze, jesteście bardzo mądrymi ludźmi, ale żaden z was nie wpadłby na myśl taką.
W głosie jego brzmiało tyle dumy, że Old Firehand wzruszył ramionami. Oczy Old Shatterhanda obie-