Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/158

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


strzałów i ponowne wycie, poczem Timbabaczowie pochylili się ku ziemi i poczołgali naprzód, aby również przyjść do głosu.
Humply-Bill był zdania, że biali nie powinni naraz strzelać, bo w czasie ładowania broni następowała za długa przerwa. Postanowiono więc, że dwu będzie ładować, a dwu strzelać. Wkrótce okazało się, czego może dokazać sześciu dzielnych strzelców z dobremi karabinami; każdy bowiem strzał powalał jednego wroga. Utahowie cofnęli się, a pozostali tylko ci, którzy posiadali strzelby; kule ich jednak nie dosięgały nieprzyjaciół, a bliżej podejść nie śmieli. Wtedy Hobble-Frank zawołał do Małego Niedźwiedzia:
— My w sześciu zatrzymamy ich. Nawajowie niech się cofną poza nas. Powiedz im to!
Syn wodza posłuchał wezwania; czerwoni zerwali się i pobiegli wtył, aby się usadowić poza białymi. Dopiero teraz widać było, jak bardzo Nawajowie ucierpieli: liczyli jeszcze najwyżej sześćdziesięciu ludzi, lecz więcej niż połowa z nich nie miała koni. Szczęściem mogli się cofnąć bez przeszkody, bo i Timbabaczowie pozostali, trzymając Utahów w szachu.
Teraz wybawcy Nawajów rozpoczęli powolny odwrót, a Utahowie ruszyli za nimi, oszczędzając strzał i podtrzymując walkę tylko bronią palną. Tak krok za krokiem dotarli w pobliże miejsca, gdzie się poprzednio ukrywali. Biali radzili schronić się szybko do jam i zagłębień. — Nastąpił nagły odwrót i ci, na których dotąd tak silnie napierano, znikli. Znaleźli się w miejscu bezpiecznem, bo mieli osłonę przed wszelkiego rodzaju strzałami, podczas gdy Utahowie nie mogli się ukryć.