Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/154

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— A potem zniknąłeś z moją strzelbą i woreczkiem?
Yes!
— Dobrze! Możesz je więc zatrzymać; masz tutaj. A tu jest moja ręka. Zostańmy przyjaciółmi, ale musisz mówić po angielsku i nie wolno ci kraść. Zrozumiałeś?
Pochwyciwszy czerwonego za rękę, potrząsnął nią i zwrócił mu zabrane przedmioty. Ten wziął je i, nie zmieniając wyrazu twarzy, rzekł najprzyjaźniejszym tonem:
— Mój biały brat jest moim przyjacielem. On wie, co jest słuszne i dobre, bo chociaż znalazł te rzeczy u mnie, oddał mi je zpowrotem. On jest przyjacielem czerwonych mężów i ja go miłuję!
— Tak, przyjacielu, ja cię też miłuję. Wkrótce się o tem przekonasz, bo gdybyśmy nie byli przyszli, to z wielkiem prawdopodobieństwem utracilibyście skalpy na rzecz Utahów.
— O, ci nie przyjdą; pobili ich Nawajowie i my wkrótce ruszymy za nimi, aby także zdobyć dużo czupryn Utahów.
— Mylisz się!
— Przecież widzimy wodzów i wojowników Utahów jako waszych jeńców, a więc widocznie zostali zwyciężeni!
— Tych schwytaliśmy na nasz własny rachunek. Nawajowie jednakże zostali haniebnie pobici i uciekli; Utahowie ścigają ich i może jeszcze dziś pojawią się nad Srebrnem Jeziorem.
— Uff! — zawołał Długie Ucho, otwierając szeroko usta.
— Czy to możliwe? — pytał Wielki Niedźwiedź. — Czy ta biała ciotka mówi prawdę?
— Tak, — potwierdził Old Firehand. — Opowiemy wam wszystko, ale najpierw musimy się upewnić, że wrogo-