Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/151

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— To mała miss pozostanie tu przez pewien czas? — zapytał.
— Nawet na długo, — odpowiedziała.
— Więc proszę, bym mógł zawsze być przy niej. Miss pozna wszystkie drzewa, rośliny i kwiaty. Będziemy łowić ryby i polować, ale ja muszę być zawsze wpobliżu niej, bo tu są dzikie zwierzęta i wrodzy ludzie. Czy miss pozwoli na to?
— Bardzo chętnie! Cieszę się bardzo, że jesteś tutaj.
Wyciągnęła ku niemu rękę, a on — istotnie — zbliżył ją do ust, jak prawdziwy gentleman!
Konie przybyłych odprowadzili Timbabaczowie w las, gdzie stały już ich własne. Wódz czerwonych siedział dotychczas dumnie w chacie i dopiero teraz wyszedł z niej powoli, dość niechętny z tego powodu, że nie troszczono się o niego. Był to człowiek o posępnej twarzy, z długiemi nogami i rękami, które czyniły go podobnym do orangutanga. Stanął zdala i patrzył ponad przybyszów na góry, jakby nie miał z nimi nic wspólnego. Ale się pomylił, bo Droll natychmiast podszedł do niego:
— Dlaczego Długie Ucho się nie zbliża? Czy nie zechce powitać sławnych wojowników bladych twarzy?
Wódz mruknął coś niezrozumiale w swej ojczystej mowie, ale źle się z tem wybrał, bo Droll uderzył go po ramieniu jak starego, dobrego znajomego i zawołał:
— Mów po angielsku, stary hultajul Ja twego języka nie znam.
Czerwony mruknął znowu kilka niezrozumiałych wyrazów, to też Droll obstawał:
— Nie udawaj! Wiem, że mówisz zupełnie dobrze po