Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/129

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


howie zauważą, żeśmy wbok zeszli.
Zwrócił się na lewo, między gruzy; wezwani posłuchali jego wskazówek i dopiero kiedy dość daleko oddział się oddalił, dosiedli znowu koni. Apacz złożył dowody, że ma wprost niezrównaną pamięć miejscową. Zdawało się, że w tej gmatwaninie, w której znalazł się raz tylko przed laty, zna każdy kamień, każdą skałę, wzniesienie, czy załom.
Droga szła stromo wgórę. Wydostawszy się na obszerną, pustą wyżynę, ruszono galopem. Słońce zniknęło już za górami Rocky, kiedy dojechano do krańca równiny. Tu Apacz zatrzymał się.
— O pięćset kroków stąd — rzekł — skała opada wdół prosto, jak kropla wody w głębinę; z tamtej strony tak samo; w pośrodku zaś leży Dolina Jeleni z dobrą wodą i obszernym lasem. Prowadzi do niej tylko jedna znana droga. Old Shatterhand jednak i ja odkryliśmy przypadkiem jeszcze jeden dostęp. — Pokażę go wam.
Stanął nad brzegiem przepaści. Leżały tam złomy skalne, ułożone obok siebie jakby mur ochronny, dla zabezpieczenia przed upadkiem w tę straszliwą głębię. Winnetou zniknął między dwoma odłamami; reszta poszła za nim gęsiego.
I rzecz szczególna! Prowadziła tamtędy droga. Na prawo rozwierała się przepaść, na dno której zejść zamierzali; droga prowadziła na lewo między bloki skalne i to tak stromo, że jeźdźcy woleli zsiąść z koni i prowadzić je za sobą. Ogromny, długi na milę i szeroki kolos skalny wykazywał pęknięcie, które, robiąc różne zagięcia, szło zgóry nadół. Mimo, że droga była tak stromą, konie spaść nie mogły, bo tworzył ją nie gład-