Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/130

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ki kamień, ale gęste rumowisko. Im głębiej schodzono, tem głębsza okrywała ich ciemność. Old Firehand posadził Ellen Butler na swym wierzchowcu i szedł obok, podpierając ją i przytrzymując. Zdawało się, że schodzą już całe godziny, gdy nagle pochyłość się skończyła, grunt wyrównał, a rozpadlina rozszerzyła. Winnetou stanął.
— Jesteśmy prawie w dolinie. Tutaj pozostaniemy, aż ciemności pozwolą nam przejść obok Utahów. Zabierzcie konie wtył, gdzie znajdą wodę, i załóżcie jeńcom kneble, żeby nie mogli krzyczeć!
Apacz wysunął się naprzód, aby zbadać położenie; powróciwszy, oświadczył:
— Na prawo od nas w kierunku północnym obozują Utahowie. Wdole jest ciemno. Sądzę, że nie stoją tam straże; zapewne postawiono tylko dwu lub trzech ludzi przy wyjściu z doliny; tych łatwo unieszkodliwić i moglibyśmy opuścić dolinę bez wielkiego niebezpieczeństwa, gdyby nie rudy kornel. Musimy się dowiedzieć, jak stoi jego sprawa. Dlatego, skoro ciemność się zwiększy, poczołgam się z Old Firehandem i Shatterhandem ku ogniskom, aby podsłuchać Utahów. —
Po dwu godzinach trójka poczołgała się ostrożnie w stronę lasu. Ogniska Utahów płonęły dość daleko, a było ich wiele; z liczby należało wnioskować, że obozują tu niezliczone gromady czerwonych. Śmiałkowie posuwali się prawym brzegiem doliny; Winnetou na przodzie. Znajdowali się już narówni z przedniemi ogniskami. Na lewo, zdała od innych, płonął ogień jasny i wysoki. Przy nim spoczywało pięć głów ozdobionych orlemi piórami.