Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/128

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zdanie Apacza przeważyło. Postawiono straż; jeńców przywiązano do drzew, konie puszczono na paszę i wkrótce zapłonęły dwa ogniska, nad któremi piekła się dziczyzna. Niezadługo można ją było spożyć. Indjanie otrzymali również porcję mięsa i popili z kubka, który miał lord przy sobie.
Lord, w znakomitym humorze, wyciągnął książeczkę, aby zliczyć pozycje rachunków, jakie winien był Billowi i Uncle’owi za poszczególne przygody.
— Założymy się? — zapytał Billa.
— O co?
— Że winienem wam już więcej, niż tysiąc dolarów.
— Nie zakładam się.
— Wielka szkoda! Ten zakład z pewnościąbym wygrał!
— Tom podwójnie rad! Zresztą, sir, będziecie musieli dziś jeszcze więcej pozycyj wypisać, gdyż wkrótce zacznie się na nowo.
Zebrano się znowu do odmarszu. Drogę tamowały odłamy skalne różnego kształtu i wielkości, spiętrzone wysoko jeden na drugim, jakgdyby tu kiedyś przed wiekami zawalił się olbrzymi tunel naturalny. — Wśród tego rumowiska trudno było znaleźć ślad wyraźny. Tylko tu i owdzie kamień, ruszony z miejsca lub zarysowany kopytem końskiem, świadczył, że jechano tędy. Winnetou, wskazując naprzód, odezwał się:
— Za dwie godziny rumowisko to zejdzie w wielką, zieloną Dolinę Jeleni. My jednak skręcimy na lewo. Niech Old Shatterhand i Old Firehand zsiądą z koni, aby natychmiast niszczyć nasze ślady, bo Yamba-Uta-