Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


padkiem i że dla białych nie mają żadnego znaczenia; lecz Shatterhand, Firehand i Winnetou zerknęli niepostrzeżenie, a to, co ujrzeli, było zjawiskiem niezwykłem. Stali tam dwaj czerwoni, trzymając koc za dwa górne końce, jakby prostopadłą zasłonę, którą poruszali w pewnych odstępach do góry i nadół. Poza nimi widać było blask ognia. Ci dwaj Indjanie rozmawiali z Ognistem Sercem.
Indjanie bowiem umieją porozumiewać się różnemi znakami. W nocy posługują się w tym celu płonącemi strzałami, któremi zapalają wiązeczki trawy, rzucane w powietrze; za dnia rozpalają ogień i rozciągają przed nim skórę albo koc, aby zebrać dym. Ilekroć usuną tę zasłonę, lub też poruszą nią, wznosi się wgórę kłąb dymu, który tworzy owe znaki. Jest to pewnego rodzaju telegraf, zupełnie podobny do naszego, gdyż pauzy między pojedynczemi kłębami dymu mają określone znaczenie, podobnie jak nasze kreski i kropki. Nie należy jednak sądzić, iż szczep trzyma się zawsze tych samych znaków; owszem zmienia je bardzo często, aby utrudnić obcym i wrogom odczytywanie sygnalizacji.
Kiedy czerwoni zaczęli poruszać kocem, Winnetou odszedł kilka kroków wbok, tak, że stanął dokładnie poza Ognistem Sercem, dla którego te znaki były przeznaczone. Telegrafowanie trwało pewnie z pięć minut, podczas których Ogniste Serce nie odwrócił oczu od miejsca, gdzie tamci dwaj stali. Potem, kiedy rozeszli się, spostrzegł dopiero, że Winnetou stał za nim; zaniepokojony obrócił się szybko, aby sprawdzić, gdzie Apacz spogląda. Ten jednak udał, że zajęła go wyłącznie błyszcząca w świetle księżyca powierzchnia jeziora.