Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/107

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Biada Indjanom i biada całemu Dzikiemu Zachodowi, jeśli któremu z naszych przyjaciół spadnie choćby jeden włos z peruki! Jestem dobrym człowiekiem, mam, jak to mówią, dwie dusze i jedną myśl, — ale jak się wścieknę, to wytnę w pień świat cały, — złożywszy pięść, potrząsnął nią groźnie poza siebie. —
Woda po prawej i ściana po lewej ręce biegły ciągle na południe; dopiero po godzinie kenjon zwrócił się ku wschodowi; w tem miejscu z głównym kenjonem łączył się boczny. Droll stanął i rzekł:
— Stój! Musimy się zastanowić w którą iść stronę.
— Co do tego niema żadnych wątpliwości, — odparł Frank. — Musimy pójść boczną doliną, bo należy przypuszczać, że czerwoni pozostaną w głównym kenjonie. Jeśli się ukryjemy w bocznym jarze, to przejdą koło nas i rano będziemy mogli uczepić się ich śladów. Czy tak?
— Hm! Myśl niezła, zwłaszcza, że księżyc stoi nad bocznym parowem i oświeca nam drogę.
— Tak, Luna leje mi balsam na serce i scałowuje szumiące potoki łez z serca wyschłego od wściekłości. Chodźmy za jej słodkiemi promieniami. Może blask ten zaprowadzi nas na jakie miejsce, gdzie będziemy się mogli ukryć skrzętnie, co jest rzeczą najważniejszą.
Przeskoczywszy przez potok, wcisnęli się w kenjon boczny; prowadził on teraz w kierunku dokładnie zachodnim. Postępowali może pół godziny, gdy nagle zostali mile zaskoczeni. Po prawej ich ręce ściana skalna niepostrzeżenie się urwała, tworząc ostry kąt z inną, idącą od północy. Przed nimi leżał las, prawdziwy las, jakiegoby się tu nikt nie domyślał. Nad skąpem