Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/104

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Hobble-Frank. — Zdaje mi się, że zostaliśmy napadnięci!
— Tak, napadnięci! — zgodził Się Droll. — To z pewnością te czerwone łotry, jeśli to potrzebne!
W tej chwili rozległo się przeraźliwe wycie Indjan.
— Boże, ratuj! To rzeczywiście oni! — krzyknął Frank. — Naprzód; na nich! Chodź prędko!
Pochwycił Drolla za ramię, aby go za sobą pociągnąć, ale myśliwy, znany ze swej chytrości, powstrzymał go:
— Pozostań tutaj! Nie tak prędko! Jeśli Indjanie przedsięwzięli napad teraz po nocy, to jest ich tylu, że musimy być bardzo ostrożni. Zobaczmy najpierw, jak sprawa stoi. Musimy położyć się i poczołgać do nich.
Na rękach i nogach posunęli się ku wyjściu; mimo ciemności ujrzeli, że towarzysze są już straceni, bo przewaga nieprzyjaciół była zbyt wielka. Na lewo rozgorzała walka; słychać było huk strzałów Firehanda, Shatterhanda i Winnetou, ale niedługo, bo wkrótce setki Utahów wydały okrzyk zwycięstwa. — Droll zauważył, że nawprost wylotu szczeliny droga była wolna.
— Szybko za mną i poprzez wodę na drugi brzeg! — szepnął do swego kuzyna.
Poczołgał się po ziemi tak prędko i ostrożnie, jak tylko mógł. Frank poszedł za nim; ręką zawadził o jakiś twardy, długi przedmiot: karabin z bębenkiem na kule.
— To sztuciec Old Shatterhanda! — przemknęło mu przez myśl; — zabrał więc strzelbę ze sobą.
Szczęśliwie dostali się nad wodę, potem na drugi brzeg. Tam Droll ujął Hobble-Franka za rękę i pociągnął go wdół w kierunku południowym. Ucieczka się po-