Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/103

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


z ręki i odrzucono precz; on jednak odmówił wodzowi odpowiedzi. Yamba-Utahowie widzieli za dnia strzelbę w jego rękach i nie mogli pojąć jej zniknięcia. Jak długo tu pozostawano, mogła czarodziejska strzelba okazać swą niepojętą moc i dlatego Wielki Wilk, który natychmiast poczuł się markotnie, rozkazał:
— Przywiążcie jeńców do koni i precz stąd! Tę czarodziejską strzelbę sporządził zły duch. Nie możemy czekać, aż zacznie na nas kule miotać!
Rozkazu posłuchano natychmiast i od początku walki upłynęło niewiele ponad godzinę, kiedy zabobonni czerwoni ruszyli w drogę. —
Wielki Wilk nie wiedział, że Old Shatterhand postawił jeszcze jedną straż, która czuwała w szczelinie skalnej; był to Droll, którego miano zluzować dopiero po dwu godzinach. Przyłączył się do niego z własnej chęci Hobble-Frank, aby pogawędzić o swoich. Siedząc wśród głębokich ciemności, rozmawiali ze sobą szeptem, nasłuchując od czasu do czasu w kierunku rozpadliny.
Nagle usłyszeli u wylotu szczeliny podejrzany szmer.
— Słuchaj! — szepnął Frank do swego „kuzyna“. — Czy słyszałeś co?
— Tak, słyszałem, — odpowiedział równie cicho ciotka. — Co to było?
— Musiało wstać kilku naszych ludzi.
— Nie, nie to. To musiało być wielu, wielu ludzi. Tupot nóg przynajmniej...
Przerwał przerażony, bo w tej chwili napadnięci obudzili się i podnieśli okrzyk.
— Do stu piorunów! Tam toczy się walka! — zawołał