Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/102

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wyciem, Utahowie krzątali się całkiem cicho i dopiero, kiedy biali podnieśli hałas, wydali i oni przeraźliwy okrzyk, który rozległ się daleko po nocy, odbity wielokrotnie od ścian kenjonu.
Powstał tłok ciał, rąk i nóg, że trudno je było w ciemności odróżnić. Tylko Old Firehand, Shatterhand, Winnetou i kilku jeszcze innych zerwało się dosyć wcześnie, aby, oparłszy się plecami o ścianę skały, próbować obrony. Bronili się też nożami i rewolwerami przed przeważającą liczbą nieprzyjaciół, którzy nie chcieli używać swej broni, bo miano białych schwytać żywcem. Jednakże otoczono ich tak ciasno, że wkońcu nie mogli nawet ręką ruszyć. To też pokonano ich wreszcie, a przejmujące do szpiku wycie czerwonoskórych zwiastowało, że napad się udał.
Wielki Wilk nakazał rozpalić ognisko; kiedy płomienie oświeciły miejsce walki, okazało się, że przeszło dwudziestu czerwonych padło rannych, lub zabitych.
— Za to poniosą te psy dziesięćkroć większe męki, — pienił się wódz. — Będziemy im skórę pasami drzeć z ciała. — Zabierzcie zmarłych, konie i broń bladych twarzy. Musimy powracać.
— Kto ma dotknąć czarodziejskiej strzelby białego myśliwca? — zapytał jeden. — Niebezpieczeństwo grozi każdemu, kto jej dotknie.
— Pozostawimy ją tutaj i wzniesiemy nad nią stos z kamieni, aby żaden czerwony mąż nie położył na niej ręki. Gdzie ona?
Szukano jej z łuczywem w ręku i nie znaleziono; — zniknęła. Kiedy Old Shatterhand poprzednio obudził się w czasie zamieszania i walki, wyrwano mu sztuciec