Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/094

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Mój brat może ma słuszność, jednakże lepiej jest czynić dobrze, niż źle. Przez noc pozostaniemy tutaj, więc ja pójdę teraz za Utahami i postaram się ich podsłuchać.
Po tych słowach zniknął w szczelinie. —
Dzień zbliżał się do kresu, zwłaszcza, że tu w kenjonie wcześniej nastawała ciemność. Kilku z czeredy poszło poszukać drzewa na ognisko; Old Firehand pojechał na południe do kenjonu, Old Shatterhand na północ, aby zbadać okolicę. Musieli być ostrożni. Obaj, ujechawszy znaczną przestrzeń i nie zauważywszy nic podejrzanego, zawrócili, aby wraz z pozostałymi posilić się skąpą wieczerzą.
Po dłuższym czasie powrócił Winnetou. Mimo głębokich ciemności, panujących w szczelinie, trafił do obozu. Opowiedział, że Utahowie zabrali trupy swoich, leżące jeszcze w kenjonie, i rzeczywiście ruszyli obraną drogą. Poszedł za nimi aż do drugiego wylotu szczeliny i widział dokładnie, jak wspinali się po stromym stoku skały; potem zniknęli w lesie.
Mimo to ustawiono straż głęboko w szczelinie, aby uniemożliwić z tej strony wszelki niespodziany napad. Dwaj inni strażnicy stanęli w głównym kenjonie o sto kroków wgórę i wdół obozu; w ten sposób zapewniono sobie zupełne bezpieczeństwo. — Naturalnie było nadzwyczaj wiele do opowiadania i dawno już północ minęła, kiedy ułożono się na spoczynek. Old Firehand obszedł straże, aby dojrzeć, czy czuwają bacznie, i wyznaczył kolej, w jakiej miano się zmieniać. — Zgaszono ogień; w kenjonie zapanowała cisza. —
Winnetou widział dobrze: Utahowie zniknęli w le-