Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/093

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rzy, których widzę przed sobą, do Old Firehanda, i Old Shatterhanda i wszystkich innych, a także do Winnetou, słynnego wodza Apaczów. Wszyscy ci wojownicy i biali mężowie są naszymi przyjaciółmi i braćmi. Nie może im nigdy z naszej strony stać się krzywda, a my raczej umrzemy, niżbyśmy mieli powiedzieć, że uważają nas za swych wrogów. To jest moja przysięga. Powiedziałem. Howgh!
Kiedy usiadł, uwolniono także innych z więzów i fajka przeszła z ust do ust. Nawet mała Ellen Butler musiała zrobić sześć pociągnięć. Następnie czerwoni odzyskali broń. Mimo ich przysięgi, biali nie rezygnowali z ostrożności i każdy trzymał rewolwer wpogotowiu. Wilk, przyprowadziwszy konia, odezwał się do Old Shatterhanda:
— Powrócimy teraz do naszego obozu.
— Ach! Szliście przecież na miejsce zgromadzeń Utahów! — Więc jednak przyznajesz, że jazdę tę podjęliście tylko ze względu na nas.
— Nie. Wy zabraliście nam tyle czasu, że przyszlibyśmy tam za późno. Powracamy zatem,
— Przez szczelinę w skale?
— Tak. — Bywaj zdrów!
Podawszy mu rękę, wsiadł na konia, aby wjechać w szczelinę. Utahowie poszli za nim, a każdy z nich żegnał się po przyjacielsku.
— Ten łajdak jest jednak tylko łajdakiem, — odezwał się stary Blenter. — Gdyby nie miał na twarzy warstwy farby, grubej na palec, to możnaby na niej wyczytać fałsz. Kula w łeb byłaby najlepszym środkiem.
Winnetou, słysząc te słowa, odrzekł: