Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/087

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ga? Koburg-Gotha? Meiningen-Hildburghausen?
— Z królestwa, z królestwa! Ale wy znacie te nazwy tak dokładnie; czy jesteście także Niemcem?
— Naturalnie! I to z Saksonji, z Sachsen-Altenburga.
— Dlaboga! — przerwał mały w swym rodzinnym dialekcie. — Saksończyk i to Altenburczyk? Czy to możliwe? Z miasta Altenburg czy z okolicy, hę?
— Nie ze stolicy, tylko z Langenleube.
— Langen... leube? — zapytał Frank, otwierając szeroko usta. — Langenleube-Niederhain?
— Tak! Czy znacie je?
— Co za pytanie! Mam tam krewnych, u których byłem dwa razy na czereśniach. Wiecie, tam dopieroż są czereśnie, w altenburskiem! Przez całych czternaście dni pieką placki, a jak skończą w jednej wsi, to zaczynają w drugiej.
— To prawda! — potwierdził Droll. — Ale, wy macie krewnych u nas? Jak się nazywają ci ludzie i skąd pochodzą?
— Nazywają się Droll, tak samo jak wy! To bardzo bliskie pokrewieństwo! Mój ojciec miał kuma, którego nieboszczka synowa wyszła powtórnie zamąż w Langenleube. Później umarła, ale jej pasierb ma szwagra i ten jest owym, o którym myślę. To był sprytny chłopak, który wszystko potrafił; raz był kelnerem, to znowu kościelnym, to sierżantem gwardji obywatelskiej, drużbą, wreszcie...
— Stój! — przerwał Droll, wyciągając rękę i chwytając go za ramię. — Czy miał dzieci?
— Bardzo dużo!
— Czy wiecie, jak im było na imię?