Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/078

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Ilu?
— Pięciu.
— Pshaw! Niema się czego bać. To straż przednia, której nie powinniśmy stracić z oczu; główny oddział pójdzie wnet po nich. A więc naprzód! Dowidzenia w „Kenjonie Nocy“!
Wspiął konia ostrogą i odjechał z trzema towarzyszami; Old Firehand i Winnetou przyczaili się, aby obserwować Utahów. Ci minęli ich z oczyma utkwionemi przed siebie w ziemię.
Wtedy dwójka powróciła do swego oddziału, który, cofnąwszy się w las, stał wpobliżu ujścia potoku. Już Old Firehand chciał oznajmić, o czem mówił z Old Shatterhandem, gdy wtem wzrok jego padł na kilka kobiet Utahów, zbliżających się ku brzegowi jeziora; niosły w rękach przybory, niezbędne do połowu ryb. Zwrócił więc na nie uwagę Winnetou:
— Gdyby podsłuchać te skwaw, to może dowiedzielibyśmy się czego o zamiarach wojowników.
— Winnetou spróbuje to uczynić, jeśli dość blisko podejdą, — odpowiedział Apacz.
Zbliżyły się dostatecznie. Nad ujściem potoku zasiadły na brzegu pod krzakami i, zarzuciwszy wędki, poczęły rozmawiać, nie zważając na to, że łowiąc ryby, powinny milczeć. Winnetou poczołgał się ku nim jak wąż i położył za krzakami, przy których siedziały. Zabawny był to widok — Winnetou, podsłuchujący kobiety!
— Jeśli te skwaw nie nauczą się milczeć, to nigdy nie złapią ani jednego pstrąga — rzekł, wróciwszy po kwadransie. — Powiedziały mi wszystko, co chciałem wiedzieć. Tych pięciu wojowników, którzy przejechali obok