Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/071

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Nad jeziorem? Tak wielu? Czy tam się co stało? Może wielki połów ryb?
— Nie. Przy połowie ryb ludzie poruszają się naprzód, a ci stali spokojnie i patrzyli w wodę. Winnetou myśli, że to były wyścigi w wodzie o życie.
— Czy masz do tego jakie podstawy?
— Tak. Utahowie noszą barwy wojenne, uważają więc białych, znajdujących się u nich, za nieprzyjaciół. Ci mieli zostać zabici, ale człowiek czerwony nie pozwala swemu nieprzyjacielowi szybko umierać, tylko zamęcza go powoli na śmierć; często wyznacza mu walkę o życie z przeciwnikiem silniejszym od niego; naprzykład każą jeńcowi pływać, aby przedłużyć jego konanie i trwogę przed śmiercią.
— Jestem w zupełności tego samego zdania. Natrafiliśmy na ślady najpierw czterech, a potem jeszcze dwu białych, to znaczy jest ich sześciu. Nie wszyscy będą przecież pływać, lecz każdy w inny sposób będzie walczył o życie. Musimy im pośpieszyć na ratunek, bo inaczej zginą.
— Nie — zaprzeczył Apacz. — Między blademi twarzami znajduje się pewien mąż, który siebie i swoich towarzyszy nie pozwoli tak łatwo zabić
— Kto to?
— Old Shatterhand.
— Co?! — zawołał myśliwy. — Old Shatterhand, z którym miałeś się spotkać w górach nad Srebrnem Jeziorem? Czyżby rzeczywiście już przybył?
— Old Shatterhand jest punktualny, jak słońce na niebie.
— Czy widziałeś go?