Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/070

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rehand, przekonani, że między nimi a owym szczepem panuje najgłębszy spokój, spodziewali się, że znajdą tam gościnne przyjęcie i będą mogli wstawić się za pojmanymi.
Nie wiedzieli wprawdzie, gdzie czerwoni rozbili obóz, ale znali jezioro, a ponieważ jego okolica nadawała się znakomicie na obozowisko, więc domyślali się, że tam znajdą Utahów. Mimo przyjaznego, jak się spodziewali, usposobienia ze strony czerwonych, byłoby wspak zwyczajom Zachodu pokazywać się im, nie zbadawszy pierwej położenia. Dlatego Winnetou wyjechał naprzód na zwiady i właśnie w chwili, kiedy oddział dotarł do miejsca, gdzie brzegi potoku się rozstępowały, Apacz, powracając galopem, skinął już zdaleka, aby się zatrzymano. Nie był to znak szczęśliwy i dlatego Old Firehand zawołał do niego:
— Mój brat chce nas ostrzec. Czy widział Utahów?
— Widziałem ich i obóz.
— I Winnetou nie mógł się im pokazać?
— Nie, gdyż wykopali topór wojenny.
— Po czem można było to poznać?
— Po barwach, któremi się pomalowali, a także i po tem, że się ich tak wielu zgromadziło. Czerwonych wojowników w takiej liczbie można widzieć tylko w czasie wojny i wielkich łowów. Ponieważ nie jest to pora wędrówek bawołów, może więc być jedynie topór wojenny, dookoła którego tak licznie się zebrali.
— Wielu ich jest?
— Tego Winnetou nie mógł dokładnie widzieć. Stało ich może trzystu nad jeziorem, a znajdowali się pewnie także i w namiotach.