Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/066

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


handowi lassa dookoła bioder, cofnęli się natychmiast. Tak przywiązani do pala, mogli się przeciwnicy poruszać tylko wewnątrz koła, którego promień miał długość pozostałej części lassa. Walczący stali tak, że oba lassa tworzyły linję prostą, a więc średnicę koła, a twarzami byli zwróceni każdy do pleców przeciwnika. Czerwony trzymał w prawej ręce tomahawk, a w lewej nóż, gdy tymczasem Old Shatterhand miał w dłoni tylko nóż.
Wielki Wilk wyobrażał sobie walkę zapewne w ten sposób, że jeden drugiego będzie pędził w koło i próbował zbliżyć do przeciwnika tak blisko, by zyskać możność zadania pewnego ciosu lub pchnięcia. Musiał sobie wprawdzie powiedzieć, że co do siły nie przewyższał swego przeciwnika, ale broń była nierówna i żywił niezłomne przekonanie, że zwycięży, zwłaszcza, że jego zdaniem biały trzymał nóż zupełnie fałszywie. Mianowicie Old Shatterhand trzymał nóż w ręce tak, że ostrze skierowane było nie wdół, ale wgórę, nie mógł więc wykonać ciosu z góry nadół. Czerwony śmiał się z tego w duchu i skierował bystro wzrok na swego przeciwnika, aby nie uszedł mu żaden ruch jego.
Biały również zwrócił bacznie oczy na niego, nie chcąc pierwszy atakować, lecz czekając napadu, bo pierwsze starcie powinno było rozstrzygnąć. Szło tylko o to, w jaki sposób Wielki Wilk użyje tomahawka; gdyby używał go, trzymając stale w ręce, to nie było się czego obawiać; gdyby jednak nim miotał, a więc w rzucie, to należało wytężyć całą baczność, na jaką tylko stać człowieka. —
Stali tak pięć, dziesięć minut i żaden nie poruszył się naprzód. Czerwoni poczęli już wydawać okrzyki za-