Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/067

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


chęty, lub nawet przygany. Wielki Wilk wzywał swego przeciwnika wśród szyderstw, aby zaczynał, i obsypywał go obelgami. Old Shatterhand nie mówił nic; zamiast odpowiedzi usiadł, przybierając postawę tak spokojną i swobodną, jakby znajdował się w zupełnie bezpiecznem otoczeniu, ale muskuły i ścięgna trzymał wpogotowiu do podjęcia natychmiast szybkich i mocnych ruchów.
Wódz przyjął to za oznakę lekceważenia, gdy naprawdę Old Shatterhand jedynie tym podstępem wojennym, pragnął uśpić jego ostrożność; cel został w zupełności osiągnięty. Wódz osądził, że siedzącego wroga łacniej pokona i postanowił szybko wykorzystać tę sposobność. Wydawszy więc głośny okrzyk wojenny, skoczył ku Old Shatterhandowi, podnosząc tomahawk do ciosu śmiertelnego. Czerwonym wydawało się, że widzą cios i już otwarli usta, by wydać okrzyk radości, gdy nagle biały uskoczył wbok i bowie skierowany wgórę spełnił swe zadanie: cios wodza chybił; Old Shatterhand wymierzył szybko w lewe ramię Wilka, wytrącając nóż z jego ręki, a potem, prawie niewidocznym ruchem, uderzył swego przeciwnika twardą rękojeścią noża w okolicę serca z taką siłą, że czerwony padł na ziemię jak kłoda. Old Shatterhand podniósł nóż i zawołał:
— Kto jest zwycięzcą?
Nikt mu nie odpowiedział. Nawet ci, którzy przypuszczali do siebie myśl, że wódz ich może ulec, nie spodziewali się przecie, że tak prędko i w taki sposób.
— On sam powiedział, że skalp pokonanego należy do zwycięzcy, — ciągnął dalej Old Shatterhand. — Jego czupryna jest zatem moją własnością; ale ja jej nie chcę. Jestem chrześcijaninem i przyjacielem czerwonych mę-