Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/064

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


do drogi nasze konie, które stoją.
Frank oddalił się. Na rozkaz wodza wszyscy Indjanie odłożyli również broń i oddali kobietom, aby zaniosły ją do namiotów. Wódz zrzucił wierzchnie odzienie, Old Shatterhand jednak nie poszedł za jego przykładem, gdyż ubieranie się spowodowałoby stratę czasu, która łatwo mogła się stać niebezpieczną. Kobiety powróciły bardzo szybko, aby nie stracić nic z widowiska. Oczy wszystkich zwrócone były do środka koła i nikt nie myślał o małym Saksończyku.
— Stało się według twej woli, — rzekł Wielki Wilk. — Czy zaczniemy?
— Zaraz. Jeszcze jedno pytanie. Co się stanie z moimi towarzyszami, gdybyś mię zabił?
— Będą naszymi jeńcami.
— Ale przecież wywalczyli sobie wolność i mogą pójść, dokąd zechcą.
— Tak; przedtem jednak muszą pozostać u nas jako zakładnicy.
— To się sprzeciwia umowie; jednak jestem zdania, że szkoda tracić słów na to. A co się stanie w tym wypadku, gdy ja ciebie zabiję?
— Wypadek taki nie nastąpi! — zawołał dumnie czerwonoskóry.
— Musimy jednak go rozpatrzyć.
— No, dobrze! Jeśli mię zwyciężysz, będziecie wolni.
— I nikt nas nie zatrzyma?
— Nikt!
— Więc możemy zacząć.
— Howgh! Dajmy się związać. Tu masz tomahawk.
Dwa topory wojenne zatrzymano i wódz, również