Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/060

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Naturalnie! Postąpiłeś rzeczywiście chytrze. To wprost genjalny pomysł.
— Naprawdę? To zachowaj go wiernie w pamięci, pagina pięćdziesiąt siedem, część trzecia, i otwieraj tę stronę, ilekroć uroi ci się wątpić w mą wyższość. — Oto zbliża się Skaczący Jeleń, ale nie skacząc, tylko przemykając chyłkiem. Zdaje się, że ma nieczyste sumienie i szuka samotności, jakby czekała go chłosta. Popatrzcie tylko na jego twarz! I z tym Konfucjuszem ja musiałem się mierzyć! Tak, tak, nogi nic nie znaczą, nawet przy wyścigach, lecz przeważnie głowa!
Widać było, że Jeleń chce zniknąć, ale wódz zawołał go do siebie i huknął nań:
— Kto zwyciężył?
— Blada twarz, — brzmiała wylękniona odpowiedź.
— Dlaczego pobiegłeś do świerka?
— Biada twarz mię okłamała; powiedział, że celem jest świerk.
— I uwierzyłeś w to? Przecież sam wskazałem ci cel
Old Shatterhand przetłumaczył Hobble-Frankowi, że został nazwany kłamcą. Na to kpiarz nie omieszkał zwrócić się do wodza:
— Ja miałem skłamać?! Ja powiedziałem Jeleniowi, że celem jest świerk?! To kłamstwo wierutne. Widziałem, jak stał przy buku i patrzył na mnie zdumiony; zdawało się, że zginie z trwogi i zaniepokojenia, co ja zamierzam. Poczułem więc litość dla tego nieszczęśliwego i zawołałem do niego: „Incz ovomb“! Powiedziałem mu więc, że chcę się dostać do świerka. Dlaczego on potem pobiegł w moje ślady, tego nie mogę odgadnąć; on sam nawet może tego nie wie. Powiedzia-