Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/059

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Bo byłem przekonany, że to jodła. Old Shatterhand nazwał to drzewo świerkiem, chciałem więc dowiedzieć się, kto miał słuszność.
— A dlaczego zawróciłeś, nie dobiegłszy do niego?
— Bo Skaczący Jeleń tam poszedł. Od niego mogę się również dobrze dowiedzieć, kto się pomylił, ja czy Old Shatterhand.
Odpowiadał zupełnie swobodnie i niefrasobliwie. W wodzu natomiast kipiało; słowa wyrywały mu się z sykiem, kiedy zapytał:
— Czy może oszukałeś Skaczącego Jelenia?
— Oszukałem? Czy mam cię grzmotnąć? — krzyknął mały.
— A może posłużyłeś się podstępem?
— Podstępem? Do czego miał on służyć?
— Aby Jelenia wysłać pod świerk.
— To byłby kiepski koncept i musiałbym się go wstydzić. Człowiek, który walczy o życie, nie da się tak daleko odwieść od celu. W przeciwnym razie dałby dowód ułomnego rozumu, a towarzysze jego upiekliby się ze wstydu, iż go tak nieszczególnie wypiastowali. Tylko półgłówek mógłby kazać takiemu człowiekowi walczyć z białym o życie. Nie mogę pojąć ciebie i twoich przypuszczeń, bo w ten sposób obrażasz własną cześć.
Wódz sięgnął do pasa i ścisnął kurczowo rękojeść noża. Najchętniej zmiażdżyłby za tę zuchwałość i chytrość małego, ale musiał stłumić gniew. —
Hobble-Frank przystąpił do swych towarzyszy, którzy winszowali mu cicho, ale tem serdeczniej i radośniej.
— Czy jesteś ze mnie zadowolony? — zapytał Jemmyego.