Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/056

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


skiwał na dystansie. Czerwoni radowali się. Jedynie szaleniec twierdziłby, że biały może jeszcze czerwonoskórego przynajmniej doścignąć.
Cudaczny był to widok, jak kusy człowieczek wywijał nóżkami. Prawie ich widać nie było, tak szybko się poruszały, a mimo to wydawało się, przynajmniej temu, kto śledził bacznie, że nie okazał całej swej hyżości i mógłby biec jeszcze szybciej, gdyby tylko zechciał.
Wtem wśród Indjan nastąpiło poruszenie; poczęli śmiać się i wydawać okrzyki szyderstwa lub radości. Powód był następujący:
Buk stał w kierunku prostym w pośrodku prerji, może o trzy tysiące stóp od obozu; na lewo od niego, ale przynajmniej o dwa tysiące stóp dalej, stał świerk. Teraz, kiedy obaj biegacze znaleźli się w odpowiedniej odległości, widać było dokładnie, że mały obrał za cel nie buk, ale świerk i biegł ku niemu, co tylko miał siły w nóżkach. Dlatego to Indjanie nie mogli powściągnąć wesołości.
— Twój towarzysz fałszywie mię zrozumiał, — zawołał wódz do Old Shatterhanda.
— Nie.
— Ale biegnie przecież do świerka!
— Oczywiście.
— To Skaczący Jeleń zwycięży go dwa razy prędzej!
— Nie.
— Nie? — zapytał Wielki Wilk zdumiony.
— To podstęp, a ty sam pozwoliłeś na to.
— Uff, uff, uff! tak jest! — wołali także i inni czerwonoskórzy, kiedy wódz objaśnił im słowa Old Shat-