Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/055

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


będę mógł udzielić ci dobrej rady!
— Dziękuję uniżenie! Rady udzieliłem sobie już sam i chcę teraz również sam wykorzystać swój wynalazek. Powiedzcie mi tylko jedno: jak się nazywa świerk w języku Utahów?
— Ovomb.
— Ovomb? Szczególna nazwa! A jakby brzmiało zdanie: „do owego świerka?“
— Incz ovomb.
— To bardzo krótko; tylko dwa słowa. Nie zapomnę ich.
— A cóż to „incz ovomb“ ma do roboty z twoim planem?
— Będzie gwiazdą przewodnią dla mnie w czasie tego biegu. A teraz cicho: wódz nadchodzi!
Wielki Wilk powrócił; wetknął dzidę w miękką murawę i oświadczył, że bieg śmiertelny może się zacząć. Frank zrzucił odzież z wyjątkiem spodni. Skaczący Jeleń miał na sobie tylko fartuszek skórzany. Patrzył na przeciwnika wzrokiem, który miał oznaczać pogardę, był zaś jedynie wyrazem bezdennej głupoty.
— Franku, natęż się! — upominał Jemmy. — Pomyśl o tem, że Davy i ja zwyciężyliśmy!
— Nie szlochaj! — pocieszał mały. — Jeśli nie wiesz dotąd, czy mam nogi czy nie, to niebawem przekonasz się, jak będą latały. —
Wódz klasnął w dłonie. Wydawszy przeraźliwy okrzyk, zerwał się Skaczący Jeleń, a za nim mały Frank. Wszyscy mieszkańcy obozu zgromadzili się znowu, aby sekundować wyścigom. Już po kilku chwilach Jeleń wyprzedził znacznie przeciwnika, a z każdym krokiem zy-