Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/057

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


terhanda. Śmiech zamilkł, a naprężenie wzrosło dziesięciokrotnie.
W krótkim czasie Jeleń dobiegł do buku, który musiał trzy razy okrążyć. Już przy pierwszem kółku obejrzawszy się, ujrzał swego współzawodnika biegnącego w zupełnie innym kierunku, chociaż zaledwie w odległości trzystu kroków. Stanął więc zupełnie oszołomiony i spoglądał na Moritzburczyka.
Nagle zobaczono w obozie, że mały wyciągnął rękę w stronę dalekiego jeszcze świerka, ale nie można było rozeznać jego słów, gdy wołał do czerwonego:
— Incz ovomb, incz ovomb — do owego świerka, do owego świerka!
Indjanin namyślał się, czy dobrze słyszał, ale sprawność jego mózgu nie sięgała dalej poza myśl, że źle zrozumiał wodza i nie buk, ale świerk jest celem wyścigów. Mały odbiegł już dalej, znacznie dalej; nie czas więc było na namysły i ociąganie się; szło przecież o życie! Czerwony porzucił buk i popędził szybko w stronę świerka. W kilka chwil potem przemknął obok przeciwnika i nie oglądając się, pognał do wrzekomego celu.
To wywołało wśród czerwonych ogromne poruszenie; wyli i wrzeszczeli, jakby na szali zwycięstwa leżało życie ich wszystkich. Tem większa radość wstąpiła w blade twarze; zwłaszcza gruby Jemmy gotów był wyskoczyć ze skóry, olśniony fortelem towarzysza.
Frank tymczasem, kiedy Skaczący Jeleń przebiegł koło niego, zawrócił ku bukowi; przybywszy do celu, obiegł pień trzy, cztery, pięć razy dookoła i, co tchu