Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/046

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Spojrzenia, jakie na niego skierowali czerwonoskórzy, świadczyły najwymowniej, że uważano go bodaj za pomyleńca. Żaden z nich nie wyrzekłby się swego prawa, a oto Czerwonej Rybie włos z głowy nie spadał; ten ostatni także nie mógł pojąć, dlaczego biały go nie zakłuł i nie oskalpował. Wstyd go palił, iż został pokonany, uznał więc za najlepsze zniknąć z oczu zebranych.
A jednak i tu przemówiła czyjaś wdzięczność. Żona Czerwonej Ryby przystąpiła do długosza i podała mu rękę; podniosła również ku niemu ręce dzieci, mamrocząc półgłosem słów parę, których znaczenia Davy wprawdzie nie zrozumiał, ale mógł się z łatwością domyśleć.
Teraz zbliżył się do wodza Namboh-awaht, Wielka Stopa, i zapytał, czy może rozpocząć walkę z drugą bladą twarzą. Wielki Wilk skinął głową i wydał rozkaz, aby udano się na przeznaczone na ten cel miejsce. Leżało ono wpobliżu obu pali męczeńskich. Tam utworzyło się, jak zwykle, obszerne koło, w środek którego wódz wprowadził Wielką Stopę. Jemmy’emu towarzyszył Old Shatterhand, bacząc, by nie pogrążono grubasa jakim podstępem.
Obaj zapaśnicy obnażyli górną część ciała i stanęli plecami do siebie. Jemmy nie sięgał czerwonoskóremu nawet do ramienia. Wódz trzymał w ręce lasso, którem miał ich związać. Rzemień przechodził czerwonemu ponad biodrami, a białemu przez pierś; na szczęście jadnak, końce lassa sięgały przypadkowo tylko tak daleko, że wódz musiał zrobić węzeł na piersiach grubasa.
— Teraz zamiast rozcinać rzemień, wystarczy pociągnąć za węzeł, — uprzedził go Old Shatterhand po nie-