Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/039

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ce zdumiony spokojem małego.
— Ja także nie, przynajmniej teraz jeszcze nie. W tej chwili wiem tylko tyle, że jedna dobra myśl jest lepsza niż sto kroków lub skoków, które mijają się z celem.
— A więc masz jaki plan?
— Jeszcze niezupełnie, ale myślę, że jeśli mogłem Jemmy’emu dać dobrą radę, to sam siebie nie opuszczę w niebezpieczeństwie. Teraz przecież jeszcze nie wiem, gdzie mamy się ścigać. Gdy to rozstrzygną, będę wiedział zapewne, gdzie i jak zarzucę wędkę na mego przeciwnika. Tylko się nie trwóżcie o mnie! Jakiś wewnętrzny tenor mówi mi, że dziś jeszcze nie odwrócę się plecami do tego świata. Stworzony jestem do wielkich czynów, a osobistości historyczne nigdy nie umierają przed spełnieniem swych zadań. —
W tej chwili nadszedł znowu Wielki Wilk z innymi wodzami i wezwał białych, aby się udali za nimi nad jezioro, gdzie roiło się już od ludzi różnego wieku i płci; tam miała nastąpić walka w pływaniu.
Kiedy doszli do brzegu, przekonał się Old Shatterhand, że przypuszczał trafnie, gdyż rzeczywiście był prąd. Jezioro miało kształt prawie elipsy. Wgórze, przy krótszym jego boku, wpadał doń potok górski i prąd parł z początku wzdłuż lewego dłuższego, a potem wzdłuż dolnego węższego brzegu ku wypływowi, który znajdował się na prawym brzegu i to wpobliżu miejsca, gdzie potok wpływał do jeziora. Tak więc prąd ciągnął się prawie przez trzy czwarte obwodu jeziora. Gdyby tylko Davy mógł z niego skorzystać, to byłby może ocalał.