Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/040

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Kobiety, dziewczęta i chłopcy rozsypali się daleko po brzegach, a wojownicy obsiedli dolny brzeg, bo tam miały się zacząć zapasy. Oczy wszystkich zwrócone były na obu współzawodników. Czerwona Ryba dumnym i pewnym spojrzeniem ogarniał jezioro. Davy również nie zdradzał niepokoju, ale często wzdychał, a grdyka jego wciąż to prężyła się, to kurczyła. Był bowiem w głębi duszy wzruszony. —
Wielki Wilk zwrócił się do Old Shatterhanda:
— Czy sądzisz, że powinniśmy rozpocząć?
— Tak, ale nie znamy jeszcze ostatecznych warunków, — odpowiedział zapytany.
— Zaraz je usłyszycie. Tu wprost przede mną wejdą obaj do wody, a gdy dam znak, klasnąwszy w ręce, odpłyną. Mają opłynąć raz dookoła jeziora, trzymając się, dokładnie na długość człowieka od brzegu. Kto odchyli się od tej linji, aby sobie skrócić drogę, ten będzie uznany za zwyciężonego; ten zaś, który pierwszy przyjdzie, przebije drugiego nożem.
— Dobrze! Ale w którą stronę mają płynąć? Na prawo czy na lewo?
— Na lewo, a potem powrócą z prawej strony.
— Czy mają płynąć obok siebie?
— Naturalnie!
— A wiec mój towarzysz po prawej, a Czerwona Ryba po lewej ręce?
— Nie, odwrotnie.
— Dlaczego?
— Bo ten, który będzie płynął po lewej ręce, będzie bliżej brzegu i będzie miał do odbycia dalszą drogę.
— To źle i niesprawiedliwie, aby obaj płynęli w tym