Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/037

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


plecach, rozetniesz szybko sznur czy rzemień, którym będziecie związani, i machniesz nim szybkim ruchem przez głowę na ziemię. Potem natychmiast na niego, chwycisz draba za gardło i przyłożysz mu nóż do piersi. Zrozumiałeś mię, ty stare rzeszoto?
Old Shatterhand podał małemu rękę i rzekł:
— Franku, jesteś niezłym chłopem. Te wskazówki są wyśmienite i muszą odnieść skutek.
Poczciwa twarz Franka jaśniała z zachwytu, kiedy ściskał podaną mu dłoń:
— Już dobrze, już dobrze, kochany mistrzu! Na coś tak zupełnie samodzielnego nie mógłbym się zdobyć. Ale to właśnie jest jeszcze jednym dowodem więcej, że ludzie niemądrzy uważają diament za cegłę. Dlatego myślę, że...
— Za krzemień, nie za cegłę, — przerwał mu Jemmy. — Nieba, cóżby to był za diament, któryby miał wielkość cegły!
— Milczże już raz, niepoprawny kłótniku! Ja moją przewagą umysłową ratuję ci życie, a ty z wdzięczności za to rzucasz we mnie cegłą. Jeśli wreszcie nie przestaniesz się ze mną wadzić, to może łatwo dojść do tego, że ci wypowiem moją przyjaźń, a wtedy zobaczysz, czy potrafisz beze mnie postąpić krok jeden. Myślę, że byłby teraz wreszcie czas nabrać już trochę rozumu.
— Słusznie, — odezwał się Jemmy pojednawczo. — Ale co ty poczniesz, kochany Franku?
— Kochany Franku! — powtórzył mały. — Jak pięknie i akustycznie to brzmi! Co pocznę? No, będę biegał, cóżby innego?
— O tem wiem dobrze, ale pozostaniesz wtyle. Mu-