Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/036

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ję konceptu, jestem i bez konceptu zawsze dowcipny. — Wmyśl się tylko dobrze w twoje położenie! Obaj staniecie tyłem do siebie i zwiążą was razem przez brzuch, zupełnie jak konstelację bliźniąt sjamskich na mlecznej drodze. Każdy dostanie do ręki nóż i zacznie się harcowanie. Kto drugiego weźmie pod siebie, ten zostanie zwycięzcą. Ale jak w tem położeniu można przeciwnika wziąć pod siebie, pytasz? Otóż w ten sposób, że się mu podrywa nogi, i ztyłu kopie mocno w łydki, lub też otacza jego nogę swoją i stara ją się poderwać. Mam słuszność, czy nie?
— Tak. Mów dalej!
— Tylko powoli! Wszystko musi się odbyć z namysłem, bo co nagle, to po djable. Jeśli eksperyment się uda, to przeciwnik upadnie na nos, a drugi powali się za nim, ale, niestety, plecami na jego plecy, przez co może sam bardzo łatwo stracić równowagę europejską. Właściwie powinni was tak związać, byście stali do siebie twarzami. Czy czerwoni z tem odwrotnem położeniem państwowem łączą jaki podstęp, tego nie mogę jeszcze teraz przewidzieć; ale to wiem dokładnie, że ich podstęp wyjdzie ci tylko na dobre.
— W jaki sposób? Mówże wreszcie! — napierał Jemmy.
— Dlaboga! Mówię przecież już od kwadransa! Słuchaj tylko! Czerwony kopnie cię ztyłu, aby ci podbić nogę i wytrącić z równowagi. To ci nic nie zaszkodzi, bo przy twych bezwstydnie grubych łydkach poczujesz jego kopnięcie dopiero po czternastu miesiącach. Teraz przeczekasz chwilę, aż zechce cię po raz drugi uderzyć i będziesz stał na jednej nodze. Wtedy całą siłą pochylisz się ku przodowi, podniesiesz go więc na swych