Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/035

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ciwnik nazywa się „Wielka Stopa“. Czy wiesz, co to znaczy?
— No?
— Stoi tak mocno na nogach, że nikt go nie przewróci. A ja, mniejszy o dwie głowy od niego, mam tego dokonać? Muskuły ma ten człowiek jak hipopotam. Cóż wobec nich znaczy mój tłuszcz?
— Tylko się nie trwożyć, kochany Jemmy, — pocieszał Old Shatterhand. — Ja jestem zupełnie w takiem samem położeniu. Wódz jest znacznie wyższy i szerszy ode mnie, ale z pewnością brak mu zręczności, więc mogę śmiało twierdzić, że mam przeto więcej siły w mięśniach, niż on.
— Tak, wasza siła jest fenomenalna. Ale ja wobec Wielkiej Stopy! Będę się bronił, dopóki tchu stanie, ale mimo to ulegnę mu wkońcu. Ach, gdyby i tu był taki prąd, gdyby był jaki podstęp!
— Jest i tutaj! — przerwał Hobble-Frank. — Gdybym ja miał do czynienia z tym Florjanem, to wcalebym się nie obawiał.
— Ty? Ty jesteś jeszcze słabszy, niż ja!
— Fizycznie tak, ale nie duchowo. A musi się zwyciężyć duchem. Rozumiesz mnie?
— Cóż mogę poradzić duchem przeciw muskułom tego człowieka?
— Widzisz, jakiś ty? Wszystko i zawsze wiesz lepiej ode mnie, ale jeśli idzie o życie i skalp, to siedzisz jak mucha w mleku. Machasz rękami i nogami i nie możesz się z niego wydostać.
— To wypal wreszcie, jeśli masz jaki dobry koncept!
— Koncept! Co znowu za gadanie! Ja nie potrzebu-