Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/034

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Ty musisz płynąć z prądem, a on przeciw niemu.
— Ach, czyby to można zrobić? Czy istnieje prąd?
— Tak przypuszczam. Jeśli go niema, to jesteś zgubiony.
— Nie wiemy jednak jeszcze, gdzie będziemy pływać?
— Naturalnie tam na jeziorze, które właściwie jest tylko stawem. Ma mniej więcej pięćset kroków długości, a trzysta szerokości, o ile stąd można widzieć. Z góry spływa woda wielkim spadkiem i to, jak się zdaje, ku lewemu brzegowi. To wywołuje prąd, który idzie obok tego brzegu przez trzy czwarte długości jeziora aż do jego wypływu. Pozwólcie mi działać! Jeśli tylko będzie w ludzkiej mocy, to doprowadzę do tego, że pobijesz przeciwnika dzięki temu prądowi.
— Tożby było gaudium, sir! A na wypadek, gdyby mi się powiodło, czy tego draba zakłuć?
— Czy masz taką ochotę?
— Onby mię w każdym razie nie oszczędzał, choćby tylko ze względu na moją chudobę.
— To prawda. Ale pomijając już to, że jesteśmy chrześcijanami, w naszym interesie powinniśmy kierować się łagodnością.
— Pięknie! Ale co zrobicie, jeśli on mnie zwycięży i trzaśnie nożem? Nie mogę się przecież bronić!
— W takim razie potrafię wymusić na nich, aby z kłuciem wstrzymali się, aż wszystkie pojedynki się skończą.
— Well! To jest pociechą nawet w najgorszym wypadku; teraz jestem spokojny. Ale, Jemmy, jak z tobą sprawa stoi?
— Nie lepiej, niż z tobą, — odparł grubas. — Mój prze-