Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/024

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


w znoszeniu cierpień fizycznych, dochodzi więc do tego, że może znieść największe męczarnie bez zmrużenia powieki. A może też i nerwy czerwonoskórego są mniej wrażliwe niż białego. Kiedy Indjanin zostanie schwytany i umiera przy palu męczeńskim, to przyjmuje zadawane mu męki z uśmiechem na ustach, śpiewa głośno pieśni śmiertelne, przerywając je tylko od czasu do czasu, aby szydzić i wyśmiewać swych dręczycieli. Ten zaś, kto żali się na swe cierpienia, spotyka się z ogólną pogardą. Zdarzało się, że biali, których skazano na męki, otrzymywali wolność tylko dlatego, że przez niegodne męża skargi okazali, że są tchórzami, których nie potrzeba się obawiać, a których zabicie byłoby dla każdego wojownika hańbą. —
To też można sobie wyobrazić, jakie wrażenie uczyniły jęki Knoxa i Hiltona. Czerwoni odwrócili się od nich, wydając okrzyki oburzenia i pogardy. Kiedy krewni zamordowanych mieli dość już tej zabawy i wezwano innych do wystąpienia, nie znalazł się ani jeden chętny; takich „psów, kujotów i ropuch“ nikt nie chciał się dotknąć. Jeden z wodzów powstał:
— Ci ludzie nie są warci, aby jaki odważny wojownik podniósł na nich rękę; pozostawmy ich kobietom; kto umiera z ręki kobiety, tego dusza przyjmuje w wiecznych ostępach postać kobiety i musi pracować po wieczne czasy. Powiedziałem! Howgh!
Wniosek ten, po krótkiej naradzie, przyjęto; przywołano żony i matki zamordowanych; otrzymały noże dla zadawania obu skazanym lekkich ran w tej kolei, jaką wskaże Wielki Wilk. —
Cywilizowanemu Europejczykowi trudno uwierzyć,