Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/022

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Odwrócił się ku wodzowi, ale jeszcze nie otworzył ust, kiedy Wielki Wilk porwał się gniewnie:
— Wiesz o tem, że mówię językiem bladych twarzy; zrozumiałem więc, co przyrzekłeś temu psu. Czyż nie uczyniłem dosyć, postawiwszy ci tak dogodne warunki? Czy chcesz się sprzeciwić naszemu wyrokowi i rozgniewać moich wojowników tak, że nie będę cię mógł przed nimi obronić? Milcz więc i nie mów ani słowa!
— Moja religja nakazuje mi wstawić się za nimi. — Było to jedyne usprawiedliwienie, na jakie mógł się biały powołać.
— Według jakiej religji mamy się kierować, według twojej, czy naszej? Czy wasza religja kazała tym psom napadać na nas wśród najgłębszego pokoju, rabować nasze konie i zabijać naszych wojowników? Nie! A więc wasza religja nie powinna też mieć żadnego wpływu na ukaranie sprawców.
Odwrócił się i dał znak ręką, na który wystąpiło naprzód tuzin wojowników. Potem odwrócił się znowu do Old Shatterhanda i oświadczył:
— Tu stoją krewni tych, którzy zostali pomordowani. Ci mają prawo rozpocząć męczarnie. Najpierw będzie się rzucać na skazanych nożami.
Jeśli u czerwonoskórych ma jaki wróg umrzeć przy palu męczeńskim, to starają się możliwie najbardziej przedłużyć jego męczarnie. Rany, jakie mu zadają, są początkowo bardzo lekkie, a potem stają się coraz cięższe. Zwykle rozpoczyna się od rzucania nożem. Wskazuje się pokolei rozmaite członki i miejsca na ciele, w które należy trafić. Miejsca te wybierają z tą myślą, aby nie wylać dużo krwi i aby męczony nie