Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/017

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wiedział Jemmy. — Jak sądzicie mr. Shatterhand?
— Nie wierzę wprawdzie, żeby nam tak bez niczego darowali życie i wolność, ale myślę, że każą nam o nie walczyć.
— Do wszystkich djabłów! Toby wypadło mniej więcej tak samo, jakgdyby nas wprost zamordowali, bo postawią wszak takie warunki, że będziemy musieli zginąć.
— Naturalnie. Nie powinniśmy jednak tracić odwagi. Biały wychował się w szkole czerwonoskórych i posiada tyleż chytrości i zręczności, co tamten, ale jest o wiele wytrwalszy. Duma wojenna nie pozwoli Utahom przeciwstawić nam zbyt wielkiej przewagi. Gdyby to jednak uczynili, postaramy się szyderstwem zmusić ich do cofnięcia takich rozporządzeń.
— Ale, odezwał się Hobble-Frank, który dotychczas milczał, — nadzieja, którą nam ukazujecie, w każdym razie nie może nas uszczęśliwić. Tak, wy wprawdzie z waszemi muskułami i siłą słonia możecie się śmiać; wy się przerąbiecie, przebijecie lub przepchacie, lecz my trzej nieszczęśliwi słabeusze zażywamy dziś po raz ostatni radości życia.
— Pewnie w postaci twojej pieczeni z łosia? — zapytał Jemmy.
— Już znowu naprzykrzasz się najserdeczniejszemu przyjacielowi i towarzyszowi broni na krótko przed ostatniem jego wniebowzięciem? Nie osłabiaj mi władz umysłowych! Muszę wszak wszystkie zmysły skierować na ratowanie skalpów naszych.
Położył się i zamknął oczy. Po drugiej stronie dało się słyszeć coś, co zabrzmiało jakby cichy, stłumio-