Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/015

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


siły cielesne i duchowe.
— Ależ, — odezwał się Jemmy wstrząsając głową. — przecież sam mówisz, że ogień dostał się do rondla. Mięso więc jest spalone.
— Nie śpiewaj, tylko jedz! — krzyknął Frank. — Bo może ci się otworzyć nieodpowiednie gardło i potrawa pójdzie do śledziony zamiast do żołądka.
— Tak, jedz! Ale kto to zgryzie? Czy to jest mięso?
Nabiwszy kawałek mięsa na nóż, podniósł je wgórę i podsunął małemu pod nos. Mięso było spalone i otoczone ciemną, tłustą warstwą popiołu.
— Naturalnie, że mięso. Cóżby to innego było? — odpowiedział Frank, niczem niezbity z tropu.
— Ale czarne jak chiński tusz!
— Ugryź-no tylko, a będzie ci cudownie smakować!
— Wierzę!! A ten popiół?
— Zeskrobie się i oczyści
— Pokaż mi to przedtem!
— Z elektryczną szybkością! — Wyjąwszy kawałek pieczeni, tarł ją tak długo o skórę namiotu, aż popiół przylepił się do niej.
— Tak należy sobie poczynać, — ciągnął potem dalej. — Tobie jednak brak zręczności w palcach i przytomności umysłu. A teraz zobaczysz, jaki ma delikatny smak taki koniuszczek, który obecnie odcinam, aby rozetrzeć na języku. Wtedy...
Nagle przerwał. Ukąsiwszy kawałek, rozwarł szeroko zęby, otworzył usta i w osłupieniu spoglądał na towarzyszy.
— No, — przypominał Jemmy, — gryź przecież!