Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/014

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jeziora była płaska i otwarta jak talerz. —
Przy ogniskach siedzieli Indjanie, przyglądając się kobietom, zajętym pieczeniem mięsa. Czasem podniósł się jeden lub drugi, i, przechodząc powoli przed namiotem, przypatrywał się białym. —
Po upływie godziny powrócił Hobble-Frank z dymiącym rondlem, usiadł obok towarzyszy i rzekł buńczucznie:
— Macie te wspaniałości! Jestem ciekawy, jak długo będziecie oblizywali palce. Wprawdzie brak korzeni, ale dzięki wrodzonemu talentowi łatwo sobie poradziłem.
— W jaki sposób? — zapytał Jemmy, przysuwając swój mały nosek do rondla. — Mięso nie tylko skwierczało, ale unosił się nad niem dym, a namiot w przeciągu kilku sekund napełnił się ostrą wonią spalenizny.
— W tak prosty sposób, że skutek jest prawdziwie cudowny, — odpowiedział mały. — Czytałem kiedyś, że węgle drzewne zastępują nie tylko sól, której nam brak, ale ją także odbierają mięsu, które ma dość niemiłą woń. Nasza pieczeń była cokolwiek przytęchła, dlatego chwyciłem się owego środka i posmarowałem ją popiołem z drzewa. Wprawdzie ogień zajrzał mi przytem do rondla, ale to właśnie, jak mi przeczucie kucharskie wskazuje, nada jej niezwykłego smaku.
— O biada! Pieczeń łosia w popiele drzewnymi Czyś oszalał?!
— Nie gadaj byle czego! Instynkt nigdy mnie nie zawodzi. Powinieneś wreszcie o tem wiedzieć. Popiół jest chemicznym wrogiem wszelkiej alchemistycznej nieczystości. Jedz więc tego łosia z należytą rozwagą; to ci zrobi bardzo dobrze, a twej twardej głowie da potrzebne