Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/190

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


w jednym punkcie; dwa strzały i przebilibyśmy się.
— Ale co potem? Czerwoni z pewnością rozpaliliby ogień dookoła i natychmiast spostrzegli nasz zamiar ucieczki. A nawet gdyby się nam udało przebić przez ich szeregi, to, niestety, niezbyt daleko, bo mielibyśmy ich na piętach. Trzebaby było zabić kilku z nich, wyrzekając się zupełnie nadziei, że nas w razie pojmania oszczędzą.
— To całkiem słusznie, — przytakiwał Hobble-Frank. Nie rozumiem zupełnie, jak taki gruby Jemmy Pfefferkorn może nawet przypuszczać, że jest sprytniejszy od Old Shatterhanda. Ty jesteś zawsze i wszędzie owem jajem, które chce być mądrzejsze od kury. Old Shatterhand uczynił, co tylko mógł, i ja dam mu za to najwyższą notę z jedynką i wykrzyknikiem do tego i jestem zupełnie pewny, że Davy jest również tego zdania.
— To rozumie się samo przez się, — odparł tamten. — Walka sprowadziłaby na nas z pewnością zgubę.
— Do czego jednak doprowadzi to, że pójdziemy z nimi? — zapytał Jemmy. — Należy przecież przypuszczać, że zgromadzenie starszych będzie nas uważać, także za nieprzyjaciół.
— Tegobym im nie radził, — odgrażał się Frank. — Przytem miałbym i ja jakieś słówko do dorzucenia. Mnie tak łatwo nie poprowadzą do pala męczeńskiego. Będę się bronił przed tem rękami i nogami.
— Tego nie możesz zrobić; na to złożono przysięgę. Musimy zgodzić się na wszystko spokojnie.
— Kto to powiedział? Czy rzeczywiście nie widzisz tego, ty nędzny mydłku, że ta przysięga ma swoje kaprysy i przenośnie? Przecież nasz sławny Old Shatter-